"Spotkanie które daje nadzieje"

🌳🏢

Siedziałem dziś na ławce w centrum Radomia, przed kościołem Bernardynów na Żeromskiego, tuż obok pomnika Kaczyńskich. Piękny, majowy dzień. Moja ukochana Ania kończyła pracę za pół godziny — pracuje niedaleko, w szpitalu na oddziale dziecięcym — więc miałem chwilę, żeby po prostu usiąść, odetchnąć i popatrzeć na ludzi.

Obserwowałem spacerujących, rowerzystów, starsze panie szukające restauracji... W tym wszystkim było coś kojącego. Taki zwykły, miejski spokój, który pozwala człowiekowi na chwilę zatrzymać głowę.

***

I wtedy zobaczyłem jego.

Znajomy z dawnych lat. Młody chłopak, ale w sekundę zobaczyłem w nim siebie z czasów czynnego uzależnienia. Rozbiegane oczy, drżenie rąk , w nozdrzach ślady po niedawnym wciąganiu amfetaminy.

Usiadł obok mnie. Zaczęliśmy rozmawiać — najpierw o byle czym, potem coraz głębiej. W pewnym momencie powiedziałem mu, że 13 lat nie piję i że od roku nie biorę.

Spojrzał na mnie i zapytał, czy naprawdę w to wierzę, że wierzę w normalne życie.

Powiedziałem mu, że zawsze marzyłem o tym, żeby się uwolnić. Że wierzę w to, że dziś mogę nie brać. Że dziś jestem wolny. Że nadzieję miałem zawsze — nawet wtedy, kiedy wszystko inne już się we mnie rozsypywało.

Pokiwał głową. Wstał, pożegnał się. Ale zanim odszedł, zapytał:

"Jakbym kiedyś chciał pogadać… mogę zadzwonić?”

ODPOWIEDZIAŁEM, ŻE TA TAK...


I tak sobie myślę — może on też jeszcze nie stracił nadziei. Może ten jeden majowy dzień, ta jedna rozmowa na ławce, to jedno pytanie… coś w nim poruszyło.

A jeśli tak, to było warto tam siedzieć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

DZIENNIK GŁODÓW

„Budzić się wolnym — 13 lat trzeźwości i rok prawdziwej wolności”

„U Cioteczki Biznes Care™ — rodzinny dom dziecka, w którym więzy krwi są tylko dodatkiem do przelewów”