„Budzić się wolnym — 13 lat trzeźwości i rok prawdziwej wolności”
10 maja to dla mnie dzień wyjątkowy.
Tego dnia mija 13 lat odkąd nie piję alkoholu. To ogromny kawał mojego życia, który zmienił mnie jako ojca, partnera i człowieka. Ale chcę napisać coś szczerze — coś, o czym wielu ludzi nie wie.
Bo choć alkohol rzuciłem dawno temu, to dalej brałem amfetaminę. I dopiero dziś potrafię powiedzieć głośno: to właśnie ona była moim najtrudniejszym przeciwnikiem.
Rzucenie alkoholu było początkiem, ale uwolnienie się od amfetaminy wymagało ode mnie znacznie więcej. Więcej odwagi. Więcej pracy. Więcej prawdy.
Przeszedłem dwie terapie, kilka razy się potknąłem, kilka razy wróciłem do punktu wyjścia. Ale nie poddałem się. Nawet wtedy, kiedy było mi wstyd i kiedy czułem się przegrany.
Rok, który zmienił mnie bardziej niż poprzednie lata razem wzięte.
Dziś budzę się inaczej.
Budzi się człowiek, który nie musi kombinować. Nie musi zastanawiać się:
- co wczoraj nagadał,
- jak oszukał ukochaną partnerkę Anię,
- co obiecał Zosi i jak się z tego wykręcić,
- jak przykryć wstyd, lęk i chaos.
Dziś budzę się czysty, obecny, uczciwy. Budzi się ojciec, który pamięta każde słowo, każdy uśmiech, każdy gest swoich dzieci.
W tym roku 10 maja ma dla mnie jeszcze większą moc — moja najmłodsza córka ma Komunię. I mogę powiedzieć coś, co jest dla mnie największą wygraną:
"Moje dziecko nigdy nie widziało mnie pijanego."
To jest prezent, którego nie da się kupić. Dowód, że warto było walczyć i wstawać po każdym upadku.
To nie jest historia o perfekcji. To historia o powstawaniu. O tym, że można upaść wiele razy, ale wystarczy raz wstać naprawdę. Życie nie kończy się na błędach — czasem dopiero wtedy się zaczyna.
Jestem wdzięczny. Za trzeźwość, spokój i rodzinę. Za to, że na Komunii mojej córki będę obecny jako ojciec z krwi i kości.
Nigdy nie jest za późno, żeby obudzić się wolnym.
⚓
Komentarze
Prześlij komentarz